Macierzyństwo jak pudełko wierszy

Forrest Gump powiedział: "Życie jest jak pudełko czekoladek". Parafrazując wypowiedź głównego bohatera twierdzę, że macierzyństwo jest jak pudełko wierszy. Nigdy nie wiesz, czy dziś przeczytasz wolny, stroficzny, biały, czy sylabiczny utwór. I czy po jego lekturze będziesz rozmarzona, wściekła, spokojna, czy rozkojarzona? Dzieci potrafią zainspirować i wzruszyć równie mocno, jak lektura literatury pięknej. Mali złodzieje czasu są moim natchnieniem każdego dnia. Choć początkowo trudno było zrozumieć tę cudowną prawdę.

Wpisy oznaczone ‘śmierć’

jesienne Powstanie

dziś po Waszym święcie
kwiaty tracą zapach
przesiąknięte wonią świeczek
i gnijących liści
 
na błyszczącym marmurowym blacie
ktoś ułożył  kasztanowe serce
wygląda piękniej niż gdyby stał tu
pozłacany pomnik
 
1 listopad – Wasze i moje Powstanie
tu i ówdzie rozsypują się groby
pośród których granitowe mercedesy
szczerzą zęby rzędem świec
wśród nich rozgadani jak na jarmarku żywi
kupują dwumetrowe znicze
i pęta dmuchanych obwarzanków
w gratisie z bezglutenową colą light
 
żywi dziś umierają
wchodząc w skórę i kości
swoich najbliższych
a Wy odzyskujecie wzrok
na jeden dzień
ślepnąc podczas naszych ponownych narodzin
kiedy z westchnieniem ulgi
przekręcamy klucze w zamkach
swoich domów
ciepłych
bezpiecznych
 
jakby śmierć nie miała tu wstępu

drzwi do nieba

Wiersz, czy co tam mi wyszło, dedykuję siostrze Elżbiecie, bo gdyby nie jej wytrwałość w  namawianiu mnie do opisania tego, co poczułam wiosną, ten szkic nigdy by nie powstał,  a wszelkie refleksje dotyczące utworu poupychałyby się gdzieś w zakamarkach umysłu, przygniecione codziennymi ważnymi sprawami dotyczącymi przeważnie opłacenia rachunków i zrobienia zakupów
coraz mocniej i głębiej
wbijasz w ziemię paznokcie
jakbyś wiedziała
że niedługo ktoś obetnie ci palce
 
ulegle wyginasz się w stronę  wiatru
gubiąc nikomu niepotrzebne jabłka
 
pogrążasz się w jesieni
wspominając chwile kiedy
wplecionymi w zielone warkocze
bladoróżowymi płatkami
wabiłaś ludzi i pszczoły
ciesząc się widokiem
piszczącej na trampolinie gromadki
 
jesienią  drżysz jak osika
obawiając się ucięcia nogi
jedynej
którą spijasz sok z …

Człowiek niepodobny do psa

Paulina Perczak
Człowiek niepodobny do psa

Jestem człowiekiem, a plaża jest płaska jak oddech.
Kiedyś będę popiołem
wymieszanym z gnijącymi korzeniami chryzantem,
konkurencją dla ziaren piasku.
Pies nie wyszczekuje wyrazów,
rośliny nie myślą, choć kwitną dźwiękiem,
a homo sapiens czasami zachowuje się
jak istota pozbawiona zmysłów.
Czy chcę powiedzieć, że rodzaj ludzki jest przewartościowany,
jak realny kurs walutowy?
 
Jesteśmy w kokonach, energię wysysa cywilizacja.
Oddech w dekoracjach przyrody
jest jak pulsujący tlen.
 
Zawsze noś przy sobie maskę tlenową.
Jeśli nie masz kota, psa i paprotki.

Dzień Babci i Dziadka. Nie dla wszystkich radosny…

 
Kiedyś ten dzień był dla mnie czymś więcej, niż treścią zerwanej ze ściennego kalendarza kartki.
Odkąd jestem matką, czuję się winna, że ograbiłam dzieci z szeleszczenia tymi pięknymi chwilami.
Byłam późnym dzieckiem. Kiedy rodzice chodzili na wywiadówki wstydziłam się, gdy  dzieci pytały, dlaczego przyszedł dziadek. Nie wyprowadzałam ich z błędu, że to mój ojciec. Niedługo będę sama chodzić na wywiadówki. Dobrze, że dziś można przebierać w bogatej ofercie kremów przeciwzmarszczkowych, to może uda się pod  grubą warstwą makijażu ukryć choć jeden fałd metryki i jeszcze nie usłyszę za plecami wykrzykników pytań.
Wieku nie ukryję przed moimi dziećmi. Kiedy szarpią za rękaw zachęcając …

Wisława Szymborska – przecież nie dam rady wkleić wszystkich wierszy:(

Wisława Szymborska
Rozmowa z kamieniem

Pukam do drzwi kamienia.
- To ja, wpuść mnie.
Chcę wejść do twego wnętrza,
rozejrzeć się dokoła,
nabrać ciebie jak tchu.

- Odejdź – mówi kamień. -
Jestem szczelnie zamknięty.
Nawet rozbite na częsci
będziemy szczelnie zamknięte.
Nawet starte na piasek
nie wpuścimy nikogo.

Pukam do drzwi kamienia.
- To ja, wpuść mnie.
Przychodzę z ciekawości czystej.
Życie jest dla niej jedyną okazją.
Zamierzam przejść się po twoim pałacu,
a potem jeszcze zwiedzić liść i krople wody.
Niewiele czasu na to wszystko mam.
Moja śmiertelność powinna Cię wzruszyć.

- Jestem z kamienia – mówi kamień –
i z konieczności muszę zachować powagę.
Odejdź stąd.
Nie mam mięśni śmiechu.

Pukam do drzwi kamienia.
- To ja, wpuść mnie.
Słyszałam że są …

Wojciech Wencl: Przez ziemię

Nie ma zbawienia jak tylko przez ziemię
jak szare ziarno młyn na mąkę miele
tak nas rozkłada na cząsteczki woda
rzeka hucząca w podziemnych ogrodach
do wnętrza kuli pcha nas grawitacja
piasek nam z czasem szkielety osacza
a ponad nami wiatr do ziemi chyli
tych którzy jeszcze umrzeć nie zdążyli
kręcą się skaczą wołają do nieba
a ono składa milczący poemat
i czeka aż się przetoczą przez glinę
ich ciała słabe choć takie ruchliwe
patrz: już przyciska je wiatr do podłogi
na rynku burmistrz upada na chodnik
i całe miasto kolana ugina
w szkołach cukierniach kościołach melinach
i nikt nie może reguły tej zmienić:
bydło nas depcze pył wzbija się z klepisk
tłamsi nas dusi urabia horyzont
a dzieci …

Norbert alias Człowiek Gołąb: w nocy cienie są dłuższe

Byłem sam w domu
przed maszyną do pisania
kiedy przyszła śmierć
zapytała
 
„Johnny, dlaczego mi to robisz?”
odparłem- czy my się znamy,
że mówisz mi po imieniu?
„Johnny, mamy czas”
cholera… nie mam czasu dla żywych
dla śmierci
sprawdzę w kalendarzu
do 2064 jestem zajęty
„Johnny, nie bądź taki”
Jaki?
„Kurwa taki oziębły”
nie jestem oziębły
tylko bardzo zajęty
 
„Johnny, na co ci tyle czasu?”
po prostu
muszę napisać choć jeden
dobry wiersz
Źródło: http://poema.pl/publikacja/199709-w-nocy-cienie-sa-dluzsze

Edward Stachura – wybrane

Bezmiar
O godzino której nie znam.
Co zaciska pętle wokół
mej szyi, szal pożądania.
A twe włosy, kłosy zboża
co bym chętnie jadł.
Po oddaniu do młynarza.
I z tej mąki co powstałej,
schrupał ten smaczny wypiek.
Co zastąpi głód jedzenia
Ciebie po kawałku
 
Boska akademia
Tak mnie zabijasz
westalko życia praktycznego
jakbyś mnie ulubiła wyrodnego
i tak mnie budowała ulubieńca
na podobieństwo traw bezradnych
a przecież dla mnie akademia
to są wiatry cztery glorie
ponad inne narzeczone
u wierzchołków świętowanie u madonnit
i przecież dla mnie
niech się tam hanza wypasa praktyczna
i federacje szczurów te hieny
tylko dlaczego tak jest o, bogowie
Jesień
Zanurzać zanurzać się
w ogrody rudej jesieni
i liście kolejno
jakby godziny istnienia
Chodzić od drzewa do drzewa
od bólu i znowu do bólu
cichutko krokiem cierpienia
by …

Andrzej Bursa – wybrane

Sobota
Boże jaki miły wieczór
tyle wódki tyle piwa
a potem plątanina
w kulisach tego raju
między pluszową kotarą
a kuchnią za kratą
czułem jak wyzwalam się
od zbędnego nadmiaru energii
w którą wyposażyła mnie młodość
możliwe
że mógłbym użyć jej inaczej
np. napisać 4 reportaże
o perspektywach rozwoju małych miasteczek
ale
mam w dupie małe miasteczka
mam w dupie małe miasteczka
mam w dupie małe miasteczka
***
Dno piekła
na dnie piekła
ludzie gotują kiszą kapustę
i płodzą dzieci
mówią: piekielnie się zmęczyłem
lub: piekielny dzień miałem wczoraj
mówią: muszę się wyrwać z tego piekła
i obmyślają ucieczkę na inny odcinek
po nowe nieznane przykrości
ostatecznie nikt im nie każe robić tego wszystkiego
a są zbyt doświadczeni
by wierzyć w możliwość przekroczenia kręgu
mogliby jak ci starcy
hodowani dość często w …

Halina Poświatowska – kilka wierszy

H. Poświatowska: Czekałam długo
czekałam długo
wspierałam włosy na ręce
podpórkę robiłam włosom
z moich rąk samotnych z palców
 
usta oszukiwałam pieszczotą
kolorowej szminki
czekajcie – mówiłam ustom -
przyfruną pocałunki
opadną
rojem pszczół w wasze różowe wnętrze
 
i piersi dotykałam ręką
szeptałam w uniesione końce
czekajcie – przyjdzie ten
w którego rąk zagłębieniu
znajdziecie przystań spokojną
 
i nóg strzelistym wieżom
odwróconym w dół
kłamałam – przyjdzie
i drżały – wierząc
 
teraz – rzucam to wszystko
w chłodną taflę lustra
jak w głęboki staw
i odwracam twarz i się śmieję

kiedy umrę kochanie
kiedy umrę kochanie
gdy się ze słońcem rozstanę
i będę długim przedmiotem raczej smutnym
czy mnie wtedy przygarniesz
ramionami ogarniesz
i naprawisz co popsuł los okrutny
często myślę o tobie
często piszę do ciebie
głupie listy – w nich miłość …


  • RSS