Macierzyństwo jak pudełko wierszy

Forrest Gump powiedział: "Życie jest jak pudełko czekoladek". Parafrazując wypowiedź głównego bohatera twierdzę, że macierzyństwo jest jak pudełko wierszy. Nigdy nie wiesz, czy dziś przeczytasz wolny, stroficzny, biały, czy sylabiczny utwór. I czy po jego lekturze będziesz rozmarzona, wściekła, spokojna, czy rozkojarzona? Dzieci potrafią zainspirować i wzruszyć równie mocno, jak lektura literatury pięknej. Mali złodzieje czasu są moim natchnieniem każdego dnia. Choć początkowo trudno było zrozumieć tę cudowną prawdę.

O mnie w trującej pigułce

pack 3 (102)

Dyplom „Żaczka-Szkolniaczka” wydany po ukończeniu zerówki :-). Prawie poliglotka, bo:  niemiecki – kiedyś bardzo dobrze, dziś bardzo niedobrze, że wcale; rosyjski – dziś pamiętam, że kiedyś pamiętałam, łacina – kiedyś nieźle, dziś po głębokiej zadumie mogę wyrecytować, że „Rosa pulchra est”, „Homo homini lupus est”  i zacytować kilkadziesiąt „sztampowych” sloganów rzucanych dumnie przez polityków, pod publiczkę mediów. Angielski – liczyłam na to, że językiem międzynarodowym będzie esperanto, więc mam niewielkie braki w tej dziedzinie (mniej więcej tak niewielkie jak niewielka jest dziura budżetowa naszego kraju), hiszpański i włoski – ostra faza przygotowań do biegłego opanowania wyrażająca się w zamiarze kupienia samouczków w formie e-booków. Japoński – chciałabym kiedyś pochwalić się jego znajomością. Na razie ćwiczę charakterystyczną warczącą intonację (w fazie napięcia przedmięsiączkowego pobrzmiewają we mnie takie tony, że samuraj wbijający sobie miecz w bebechy by się nie powstydził).

Rzeczywistość irytuje mnie odkąd pamiętam. Buntuję się przeciwko udupianiu kobiet w kurnikach domostw/miast/wsi/narzucanych im niechcianych ról. Nie rzucam kamieniami, nie wychodzę na ulicę. Pochylam nadgarstki nad klawiaturą laptopa i wyrażam bunt całą swoją wewnętrzną jaźnią, która materializuje się jako efekt spoczywających martwo na dysku utworów czekających na wskrzeszenie do walki o wolność kobiet kucharek/szwaczek/matek/opiekunek/kochanek własnych mężów/znachorek/mediatorek/instynktownych psychologów/samej siebie.
Nie uważam się za feministkę. Jestem kobietą rozgoryczoną historyczną postawą mężczyzn, mającą decydujący wpływ na zachowania współczesnych kobiet – sfrustrowanych, usiłujących wzorowo wypełniać narzucone im role. Kobiet z przyklejonym do twarzy wyrazem zadowolenia i wypomadkowanym uśmiechem  skrywających grymas cierpienia. Wiele współczesnych kobiet, podobnie  jak bohaterzy W. Gombrowicza jest „upupionych”  zniewoleniem w (nie)szczęśliwym związku lub wyuzdaną wolnością własnej pupy właśnie. Wtłoczone w formę: kobiety-żony-matki Polki-kochanki-pracownicy-gospodyni-wychowawczyni-moralizatorki-samobójczyni swojej kobiecości lub też tak dziś modną – zadowolonej z życia singielki – też jest przykładem wszechobecnej FORMY, o której pisał autor „Ferdydurke”. Formy bycia singielką – kobietą niezależną od mężczyzn, wyzwoloną, decydującą komu pokaże stringi od wewnętrznej strony.   Formę doskonałej kochanki,  świadomej właścicielki punktu „G”, formę zadowolenia ze swojego status quo za wszelką cenę.

Na długiej liście moich życzeń i skarg adresowanych do „życia” jest eliminacja ludzi należących do podgatunku tzw. „energetycznych wampirów” (od lat szukam na nich dobrego osikowego pomysłu), natomiast przyciągnięcie inteligentnych, pogodnych ludzi z poczuciem humoru.

Moją pogardę wzbudzają faceci, pozwalający dominować swoim babom (celowo użyłam takiego określenia jako kontrast delikatnych kobiecych istot) . Nazywam ich „naleśnikami”, „kapciarzami”, „pseudotestosteronami”. Im większy naleśnik, tym większego udaje „macho”. Powinni chodzić w sukienkach i pudrować noski.

Zainteresowania: neuroprogramowanie lingiwstyczne i cała reszta biblioteki Silvy, motory, motory (do perfekcji opanowana jazda w roli pasażera), książki, książki, książki, książki…

Ulubione filmy: „Miasto aniołów”, „Bezsenność w Seattle” (większość filmów z Meg Ryan i Tomem Hanksem w roli głównej), „Gorączka sobotniej nocy”, „Grace”, polskie filmy, kiedy komedia była komedią, a nie deficytowym bublem.

Ulubiona muzyka: taka, w której autorom o coś chodzi (Kult, Kazik). Poza tym: Iron Maiden, Judas Priest, Metallica, AC/DC, IRA, Perfect, kiedyś Bajm, stare dobre KSU i Kobranocka oraz wielu innych wykonawców , których nie wymienię ze względu na ilość.

Ulubione książki: Niedawno zostałam poproszona o podanie dziesięciu książek, które wywarły wpływ na moje życie. Były to: 1.Robert Cialdini: Wywieranie wpływu na ludzi”. 2. Antoni Kępiński: „Rytm życia”. 3. Karen Horney: „Psychologia kobiety”. 4. Marek Hłasko – WSZYSTKO CO NAPISAŁ. 5. Rafał Wojaczek – WSZYSTKO CO NAPISAŁ. 6. Gombrowicz: Ferdydurke. 7. Leszek Kumański: tomik poezji – „Żyj”. 8. Daniel Goleman: „Inteligencja emocjonalna”. 9. Colin P. Sisson: Wewnętrzne przebudzenie. 10. James Redfield: „Niebiańska przepowiednia”.

Poza tym: inni kaskaderzy literatury i długa lista wierszy, z których najbardziej lubię wszystkie H. Poświatowskiej oraz niektóre J. Tuwima, a zwłaszcza: „Całujcie mnie wszyscy w dupę”.

Ulubiony wiersz: „Kiedy umrę, kochanie
gdy się ze słońcem rozstanę
i będę długim przedmiotem, raczej smutnym
czy mnie wtedy przygarniesz
ramionami ogarniesz
i naprawisz co popsuł los okrutny” – H. Poświatowska: „Kiedy umrę kochanie”  (cytat)

Ulubiony fragment wiersza: „Usta oszukiwałam pieszczotą
kolorowej szminki” – H. Poświatowska: „Czekałam długo”

Podziel się tą stroną

Twitter Delicious Facebook Digg Stumbleupon Favorites Więcej

3 Komentarze: do wpisu “O mnie w trującej pigułce”

  1. ~Wiolka pisze:

    Hej :) witam. kurczę jak bym czytała o sobie :) i styl pisania taki jak mój. uwielbiam radosną złośliwość i ogromny dystans do siebie. Cecha ludzi inteligentnych. Będę z wyjątkową radością cię obserwować, trzymaj tak dalej :)
    Pozdrawiam

    • Paula pisze:

      Dziękuję. Poczułam jakby wataha motyli zatrzepotała skrzydełkami gdzieś tam w moich bebechach (alegoria do motyli w brzuchu które czują zakochani) i zrobiłoby mi się cieplutko gdzieś w okolicy serca, gdybym była pewna, że tam właśnie znajduje się mój ośrodek odczuwania WIELKIEJ RADOŚCI.
      Będę kontynuować te krótkie historyjki wiedząc, że są ludzie, których kąciki ust skierują się w stronę własnych uszu po ich przeczytaniu.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie :)

  2. ~Kasha pisze:

    Ładne to, to co dotychczas zdołałam przeczytać. Nieprzeciętne, ciekawe, ciągnie do śledzenia. Wiersz mnie smuci, nie chcę by Kochanie umarło kiedykolwiek, więc niech nie mówi, nie pyta co będzie! Ale to na marginesie, bo znam ten wiersz doskonale i go lubię.

Zostaw odpowiedź


  • RSS