Macierzyństwo jak pudełko wierszy

Forrest Gump powiedział: "Życie jest jak pudełko czekoladek". Parafrazując wypowiedź głównego bohatera twierdzę, że macierzyństwo jest jak pudełko wierszy. Nigdy nie wiesz, czy dziś przeczytasz wolny, stroficzny, biały, czy sylabiczny utwór. I czy po jego lekturze będziesz rozmarzona, wściekła, spokojna, czy rozkojarzona? Dzieci potrafią zainspirować i wzruszyć równie mocno, jak lektura literatury pięknej. Mali złodzieje czasu są moim natchnieniem każdego dnia. Choć początkowo trudno było zrozumieć tę cudowną prawdę.

Dzień Babci i Dziadka. Nie dla wszystkich radosny…

  flowers002

Kiedyś ten dzień był dla mnie czymś więcej, niż treścią zerwanej ze ściennego kalendarza kartki.

Odkąd jestem matką, czuję się winna, że ograbiłam dzieci z szeleszczenia tymi pięknymi chwilami.

Byłam późnym dzieckiem. Kiedy rodzice chodzili na wywiadówki wstydziłam się, gdy  dzieci pytały, dlaczego przyszedł dziadek. Nie wyprowadzałam ich z błędu, że to mój ojciec. Niedługo będę sama chodzić na wywiadówki. Dobrze, że dziś można przebierać w bogatej ofercie kremów przeciwzmarszczkowych, to może uda się pod  grubą warstwą makijażu ukryć choć jeden fałd metryki i jeszcze nie usłyszę za plecami wykrzykników pytań.

Wieku nie ukryję przed moimi dziećmi. Kiedy szarpią za rękaw zachęcając do wspólnej zabawy, czasem czuję,  jakby każdy przeżyty rok ważył kilogram.  Jakbym nosiła w plecaku worek lat, razem z wyrzutami sumienia.

Dzieci to widzą i wtedy ich entuzjazm  gaśnie, podobnie jak mój żal.

Dziś zastanawiam się, czy wszystkie dzieci oczekują na to święto w podobny sposób. Czy wszystkie babcie i wszyscy dziadkowie czekają na własnoręcznie przyozdobioną przez wnuki kartkę? Jedni w domu, niektórzy w szpitalach, jeszcze inni w domach spokojnej starości. Czy mogą bez drżenia rąk utrzymać laurkę, przeczytać jej treść ze zrozumieniem, kiedy na nosie hodują okulary w oprawkach starości i chorób?

K. wręczył mi kartkę z tekstem, którego ma się nauczyć na pamięć. W przedszkolu będzie uroczystość. Ma witać babcię i dziadka, którego nie ma. Byłam pewna, że jest świadom braku tylko jednego dziadka, bo kiedy mówił do mnie, że dziadek mieszka daleko na cmentarzu i nie ma samochodu, żeby do niego przyjechać, to wyrażał się w liczbie pojedynczej. O drugą babcię nie pyta, widocznie brak dziadka w ogóle doskwiera mu bardziej, niż brak jednej babci…

Wczoraj powiedział, że nie ma dwóch dziadków i nie ma jednej babci. A więc wie. Doliczył się. Milczałam czując w gardle sól.

Jeszcze nie rozumie, dlaczego dziadkowie nie przyjdą na uroczystość. Zasypiając w łóżku powiedział, że dziadek nie ma siły, bo śpi, bo babcia mu powiedziała. Patrzył na mnie taki rozżalony i pytał, kiedy w końcu dziadek się obudzi i do niego przyjdzie. Odwróciłam się w stronę ściany, żeby nie widział jak zaciskam zęby. Jakby to mogło pomóc spływać łzom w innym kierunku.

Przed K. i P. jeszcze wiele takich świąt, a przede mną wiele bolesnych odpowiedzi.

Gdybym zdecydowała się wcześniej na dziecko, gdybym była młodsza… Oni jeszcze by żyli.

Zabrałam im jedne z najsłodszych chwil dzieciństwa tym moim późnym macierzyństwem, choć  oni jeszcze tego nie wiedzą.  A ja niepotrzebnie się rozklejam. Mają przecież jedną wspaniałą babcię, której werwy starczy za dwie.

K. powiedział, że szykuje dwie laurki. Dla babci i dziadka. Wie, że dziadek nie może przyjechać z cmentarza , bo ma „zero sił” i nie ma samochodu, więc będzie go zastępował tata i jemu wręczy drugą laurkę.

Prawie młody ojciec został dziadkiem bez wnuków. A ja jestem matką o czterech rękach.

Sto lat  Babciu!


Podziel się tym wpisem

Twitter Delicious Facebook Digg Stumbleupon Favorites Więcej

Zostaw odpowiedź


  • RSS