Macierzyństwo jak pudełko wierszy

Forrest Gump powiedział: "Życie jest jak pudełko czekoladek". Parafrazując wypowiedź głównego bohatera twierdzę, że macierzyństwo jest jak pudełko wierszy. Nigdy nie wiesz, czy dziś przeczytasz wolny, stroficzny, biały, czy sylabiczny utwór. I czy po jego lekturze będziesz rozmarzona, wściekła, spokojna, czy rozkojarzona? Dzieci potrafią zainspirować i wzruszyć równie mocno, jak lektura literatury pięknej. Mali złodzieje czasu są moim natchnieniem każdego dnia. Choć początkowo trudno było zrozumieć tę cudowną prawdę.

Nie przytulaj mnie tak mocno…

Wall pack 6 (119)

Stanął na środku pomieszczenia zwanego potocznie kuchnią. Stał i patrzył. Nie tak normalnie, tylko szyderczo. Kpiarsko, zaczepnie, Świadomy, że „wlepiam w niego gały”.

Zapatrzona w wielkie, niebieskie ślepia –  jakby to napisał pisarz z ubiegłego stulecia – „zezujące zza firan rzęs” , nie wytrzymałam i zagarnęłam to chuderlawe ciałko w swoje ramiona, tuląc mocno do siebie. Po chwili usłyszałam:

- Ale mamo, nie psytulaj mnie tak mocno, bo bzusek się ugniecie, zrobi się głodny i będę musiał w nocy jeść – argumentował wyraźnie przejęty swoją logiką.

Na chwilę zwolniłam matczyny uścisk, który wcale nie wydawał mi się mocny. Po prostu silniejszy niż zazwyczaj, kiedy przytulam go zmęczona bez entuzjazmu.

W jednej chwili uświadomiłam sobie, że spodobała mi się jego logika, więc chcąc nasycić się jego słowami spytałam co powiedział, bo nie dosłyszałam.

- No nie psytulaj mnie tak mocno, bo bzusek sie ugniecie. Będzie głodny i będzie musiał w nocy jeść – powtórzył niemal „słowo w słowo”.

- No, a dlaczego będzie głodny? – spytałam zupełnie bez sensu.

- No bo jak mnie mocno psytulas i bzusek sie gniecie, to wtedy jedzenie z niego ucieka – odpowiedział wyraźnie zniecierpliwiony moją dociekliwością i nieznajomością powiązań między ugniataniem bzuska i wyparowywaniem z niego jedzenia.

I nagle mnie olśniło:

No tak, teraz już wiem, czemu ludzie podjadają w nocy. Widocznie za mocno się wieczorem przytulają. Brzuszek się ugniata, jedzenie z niego wyparowuje, człowiek robi się głodny i musi jeść w nocy!

Ha! Że też ja wcześniej na to nie wpadłam. A, prawda, nie mam tak otwartego umysłu jak czterolatek. Tylko wyuczone schematy, stereotypy, zapożyczone zwroty i jakiś ułamek własnych wniosków.

A więc to dlatego uparta oponka nie chce zleźć z okolic pępka, a nocne podjadanie stało się od ostatniej ciąży niemal rytuałem i panaceum na niezbyt udany dzień! A ja myślałam, że niewinna bombonierka znika w moich ustach o pierwszej czterdzieści, bo nie mam silnej woli!  A to wszystko od zbyt mocnego przytulania!

A więc wszystkiemu winien mąż! Że mnie przytula przecież – prowadzi dalej kobieca logika blondynki. Ale chyba na manowce – szepcze instynkt samozachowawczy.

No dobra. Weź się w garść – myślę. Przytulanie tylko w dni parzyste z niewielkim naciskiem na odcinek lędźwiowy kręgosłupa. I najlepiej bez emocji. Jakbym szła do kiosku po poranną gazetę. Bo inaczej: kaplica i ciemna mogiła, a w niej pudełko „Merci” uśmiechające się słodko od „M” po „I”. Do ostatniej czekoladki. Do końca „mojego albo jej” jak powiedział B. Linda w niezapomnianej scenie z „Psów”.

Od dziś wieczorne przytulanie zastąpię np.  oglądaniem wiadomości: kto z kim, gdzie z jakiej partii, dlaczego i tak wiadomo, pani zapiła pana, a pan panią nie A! I jeszcze te perturbacje z opodatkowaniem urządzeń audiowizualnych, a że „Franek” się umocnił, abo osłabił, bo chińczyk kichnął, albo zapomniał, a ona znów nie miała orgazmu.

Amen.

Tak mnie te wiadomości zmęczą, że na przytulanie odejdzie mi ochota na miesiąc.

A więc zachęcam wszystkich zmagających się z podobnym problemem jak ja: aby wyleczyć się z podjadania w nocy, należy przytulać się wyłącznie lekko, a ponieważ nigdy nie wiadomo kiedy przytulanie lekkie może stać się mocnym (można w końcu stracić kontrolę, jeśli nie dysponuje się urządzeniem do pomiaru uścisku), najlepiej nie przytulać się w ogóle, wcale, nihil, zero.

A jaka wymówka dla męża! Będzie tak zdruzgotany i zaskoczony tym, że zamiast: „boli mnie głowa, mam zespół napięcia, bo nie kupiłam tej sukienki z wystawy, bo koleżanka dzisiaj wyglądała szczuplej ode mnie, bo jestem za gruba, bo jestem za chuda” i takie tam, usłyszy, że nie jest w nastroju, bo ugniecie jej brzuch, jedzenie wyparuje i będzie musiała jeść w nocy. I przez niego będzie gruba!

Ha! Dzięki K. wynalazłam tysiąc pierwszą kobiecą wymówkę uzasadniającą brak ochoty na seks:

„Bo mnie za mocno przytulasz” :)


Podziel się tym wpisem

Twitter Delicious Facebook Digg Stumbleupon Favorites Więcej

4 Komentarze: do wpisu “Nie przytulaj mnie tak mocno…”

  1. ~Ewa pisze:

    Przecudnie napisane :)

  2. ~cezar pisze:

    …..i pózniej panie dziwią się że po kolejnej wymowce panowie szukają ukojenia gdzie indziej….

  3. ~Kasha pisze:

    Rewelacja! Można się spodziewać szerokiego grona użytkowników tej nowatorskiej metody! Ale ja do niech nie dołączę! Mnie głowa nie boli a z zespołów to mam tylko te ulubione, do słuchania! Oponkę ma mój facet, ale to On nie chce mnie przytulać :-( a sam podjada nocami. To ja czegoś nie rozumiem? Chyba mam coś pokręcone w moim życiu? :-(

  4. ~Słowianin :). pisze:

    TE ” cudowne ” SZCZYLE :) .. TO NAJBARDZIEJ KOSZTOWNY I MĘCZĄCY — ” rodzaj „— UPRAWIANIA —” sexu ” —:( .. No ale ta gadająca ” ludzka ” MAŁPA :) , – też musi się jakoś rozmnażać :) , – dzięki intrygom i knowaniom :) , – tej wrednej macochy natury :) ..

Zostaw odpowiedź


  • RSS