Macierzyństwo jak pudełko wierszy

Forrest Gump powiedział: "Życie jest jak pudełko czekoladek". Parafrazując wypowiedź głównego bohatera twierdzę, że macierzyństwo jest jak pudełko wierszy. Nigdy nie wiesz, czy dziś przeczytasz wolny, stroficzny, biały, czy sylabiczny utwór. I czy po jego lekturze będziesz rozmarzona, wściekła, spokojna, czy rozkojarzona? Dzieci potrafią zainspirować i wzruszyć równie mocno, jak lektura literatury pięknej. Mali złodzieje czasu są moim natchnieniem każdego dnia. Choć początkowo trudno było zrozumieć tę cudowną prawdę.

Myszka po drugiej stronie lustra

pack 1 (1)

Do napisania, tym razem zmyślonego, scenariusza „odwróconej historii” o słomkowym napoju opowiadanej z perspektywy mężczyzny zainspirowali mnie mężczyźni: ci, którzy tak fantastycznie skomentowali mój ostatni wpis o obdzieranej myszce oraz jeden z ostatnio dodanych do znajomych, któremu napisałam, że powinno się go klonować, aby z jego DNA robić szczepionki i aplikować innym mężczyznom…

Dziś w nocy naszła mnie refleksja, że właściwie to jestem niesprawiedliwa, bo przedstawiam tylko punkt widzenia kobiety. A przecież współcześni mężczyźni nie są winni temu, że kiedyś płonęłyśmy na stosie… Czemu widzę tylko orła, a nie dostrzegam reszki? No czemuż ja ich tak atakuję za przeszłość, w której nie uczestniczyli? Skąd we mnie taka jędzowatość wredna jest?  Czy to ich wina, że produkuję estrogeny? Czasem w nadmiarze.

Jeden z komentujących napisał na moim blogu, że „(…) agresja jest częścią ludzkiej – męskiej natury, nie należy jej zabijać estrogenami, wystarczy ją właściwie ukierunkować”  i to również stało się inspiracją, żeby napisać coś dla mężczyzn, choć nie ukrywam, że było mi ciężko postawić się w ich sytuacji. Było to dla mnie owocne doświadczenie, bo dzięki niemu,  jak w krzywym zwierciadle zobaczyłam stereotypowe małżeńskie role odgrywane przez kobiety nakręcane hiperestrogenizmem.

 

Opowiadanie zmyślone

Sobotnie przedpołudnie, jak zwykle TV Turbo daje powtórkę tego samego programu. Ciekawe czy w końcu wrzucą coś na temat najnowszej wersji samochodu, na który mam chęć, ale nie mam gotówki…

Słyszę JEJ głos dający po uszach jak syrena strażacka. Wtóruje mu radosne popiskiwanie młodszego. O! Weszła w  intonację wysokich tonów (czyli jest wkurzona), pewnie o nic. Jak zwykle.

Westchnienie połączone z  automatycznym przejrzeniem kilku innych kanałów (na TV Turbo zaczęła się reklama).

- No idź, powiedź tacie, to samo co mnie przed chwilą – słyszę  [Ciekawe do czego tym razem się przyczepi].

Wszedł synek. Kątem oka widzę, że trzyma coś w rękach.

- Tato, tato, a bo ja muszę zerwać tę folię ze słomki tak jak kotek obdziera myszkę ze skórki.

Co? – nie dosłyszałem, bo akurat skończyła się reklama [No, w końcu zobaczę jazdę próbną].

- No muszę zerwać tę folię ze słomki tak jak kotek obdziera myszkę ze skóry.

- Aha. Dobrze.

- Ale tato, słyszysz?

Tak, tak, dobrze synku  [No, ale spieprzyli kształt reflektorów. I jeszcze ta rura wydechowa, zupełnie nie grająca z sylwetką terenowego auta…. ].

- No mógłbyś się zainteresować w końcu co robi twój syn.

O co ci chodzi? Przecież z nim porozmawiałem.

- Dziecko ma takie porównania nie wiadomo skąd. Jak dorośnie, to może nas obedrze ze skóry, albo z emerytury! Weszła do pokoju i stanęła ze ścierką w rękach („Ścierka, ścierka – moje narzędzie pracy” – przypomniało mi się ni stąd ni zowąd).

Westchnienie i rzucenie kątem oka na licznik [Cholera. Nie usłyszałem w ile przyspiesza do setki…]

- Ty mnie w ogóle nie słuchasz! – piszczy Ona. Gapisz się tylko bezmyślnie w telewizor!. Mógłbyś czasem posprzątać w kuchni!

Zaczyna dyszeć, czyli wchodzi w fazę pretensji. O co jej chodzi? Może ma to swoje napięcie czy coś. Najlepiej zrobię jak nie będę jej drażnić.

- I co, milczysz? Nie masz nic do powiedzenia?!

Boże (rozkręca się). Milczę dalej.

- Tak, wszystko na mojej głowie. Dziecko chce obdzierać ze skóry zwierzęta, a ty nic!

O co ci chodzi?

Mógłbyś coś zrobić w tej kwestii!

Dobrze.

- No w końcu. Synku, chodź, tatuś ma ci coś do powiedzenia.

Przyszedł K. W rękach trzymał uwolnioną słomkę.

No co tam,  synek?

Nic – odpowiedział wciskając plastikową rurkę do srebrnego otworu.  Za chwilę usłyszałem siorpanie.

A wiesz tato, ja sam obdarłem tę słomkę. I nikt mi nie pomagał – przerwał na chwilę czynność siorpania i spojrzał na mnie oczekując aprobaty.

Super mój synu. Jak chcesz, to kiedyś pokażę ci jak kotek poluje na myszki i jak naprawdę obdziera je ze skórki.

Oczy K. w jednej chwili zrobiły się jeszcze bardziej okrągłe. Kontrastowały z jego małą gębą tak bardzo, że przez chwilę wyglądał jak obcy.

To super tato! A kiedy pójdziemy łapać te myszki?

- Sprzedałem mu jakąś bajeczkę z morałem: „Nie teraz”.

No to przybij „piątkę” synu. Zamachnął się tak, że aż zrobił krok do tyłu. Mocno bije – pomyślałem z dumą patrząc na zaczerwienioną dłoń i jego triumfalny uśmieszek.  Usłyszałem nagle świszczący jak kule dźwięk, który ułożył się w jakieś zdania.

- Czyś ty do reszty oszalał?!!!!!!!!!!! Co za głupoty dziecku wygadujesz??!! Jaki kot? Na jakie myszki wy pójdziecie???!!!

O co jej znowu chodzi? Przecież w końcu dojdzie do tego, że mały będzie sikał w majtki na widok biedronki.  Cholerne estrogeny. Wszechobecne w tym domu. Zabijające męskość. Czego one właściwie chcą,  te kobiety? (Westchnienie i szybki rzut wzrokiem na plazmę: właśnie zaczyna się test osiągów…)

Naprawdę. Wszystko na mojej głowie – kule nad moją głową świszczą złowrogo. – Ty i ten Twój pilot od telewizora! Gapisz się na niego całymi dniami. A może byś się z dzieckiem pobawił?

- Przecież się bawiłem.

No tak – pobawiłeś się chwilę i już jesteś zmęczony. A ja muszę się bawić, gotować, zmywać…..

Kule oskarżeń otaczają mnie jak stado szerszeni poletko kukurydzy.

- Bo Ty…..

Wyłączam się. Widzę jak otwiera usta wygłaszając kolejną kwestię. A gdyby tak mieć do niej pilota. Najlepiej zdalnie sterowanego.

Teraz pewnie będzie tekst zdarty jak  stara winylowa płyta – że mogła za mnie nie wychodzić.

- Koleżanki mnie ostrzegały, żebym za ciebie nie wychodziła. Jaka jak głupia byłam….

- Byłaś? – wtrącam i za chwilę tego żałuję widząc jej wzrok usiłujący mnie zmienić w skamielinę. No tak, teraz pewnie będzie coś o tym, jaki jestem bez serca…

- Jesteś bez serca! – słyszę. W głowie masz tylko te swoje samochody i głupie programiki.

Milczę żeby jej nie rozjuszyć.

- I co? Nie masz nic do powiedzenia?! A proszę bardzo, obrażaj się właścicielu fabryki testosteronu! Głos jej się łamie. Jesteś podły! – chyba zaczyna płakać. Wychodzi.

Błoga cisza przerywana cichymi odgłosami reklam. Młody właśnie wrócił ze swojego pokoju, patrzy na mnie jakby mi współczując. – A co się stało mamie? – pyta.

- Nic. Estrogeny jej zaszkodziły.

- Zjadła ich za dużo?

- Tak jakby.

Zjadła za dużo i teraz za dużo ich ma?

- No tak.

I znowu cisza. Taka budująca więź. Nie przerywana Jej szczekaniem. Cholera. Przecież chcę z Nią być. Czemu kobiety tak wszystko utrudniają?

Idzie. Stuka obcasami.  Wchodzi z lekko pochyloną głową. Zdążyła poprawić rozmazany makijaż. Głosik cichy i słaby. Pokorniutki jakby coś ode mnie chciała. A! Pewnie jej wstyd.

- Chcesz herbaty? – pyta patrząc ciepło jakby nigdy nic.

- Nie.

- Nie chcesz? – zaczyna zmieniać kolor twarzy.

- No dobra, chcę.

Uśmiecha się i wychodzi do kuchni. Za chwilę wraca z parującym kubkiem. Siada obok mnie jakby przepraszała całą postawą gibkiego ciała. W sumie to dałbym się przeprosić. Czemu nie. Patrzy na mnie jakby odgadując moje myśli.

- Zostaw mnie w spokoju!

- Ale ja przecież nic nie powiedziałem.

- Znam was. Wy zawsze tylko o jednym. Zresztą nie mogę.

No tak, to stąd ta nagła zmiana. Hormony. A co my mężczyźni mamy powiedzieć, kiedy jesteśmy wkurzeni?

Przybiegł K. Stanął pomiędzy nami i powiedział:

- Mamo! Tato! Chcę picie ze słomką!

Spojrzeliśmy na siebie i parsknęliśmy śmiechem.


Podziel się tym wpisem

Twitter Delicious Facebook Digg Stumbleupon Favorites Więcej

Zostaw odpowiedź


  • RSS