Macierzyństwo jak pudełko wierszy

Forrest Gump powiedział: "Życie jest jak pudełko czekoladek". Parafrazując wypowiedź głównego bohatera twierdzę, że macierzyństwo jest jak pudełko wierszy. Nigdy nie wiesz, czy dziś przeczytasz wolny, stroficzny, biały, czy sylabiczny utwór. I czy po jego lekturze będziesz rozmarzona, wściekła, spokojna, czy rozkojarzona? Dzieci potrafią zainspirować i wzruszyć równie mocno, jak lektura literatury pięknej. Mali złodzieje czasu są moim natchnieniem każdego dnia. Choć początkowo trudno było zrozumieć tę cudowną prawdę.

Archiwum kategorii ‘Jędza i jej synki’

Nie ma takiego życia

Chyba mam dwie lewe nogi. Bo gdybym wstała jedną, w dodatku prawą, to byłabym w innym nastroju. Biel za oknem świeciła w oczy, jak gestapo na przesłuchaniu. Pytałam sama siebie, czemu tak ciężko wstać w ten mroźny, słoneczny poranek.
Zespół PMI dokuczał jak co miesiąc. K. wyczuł we mnie napięcie i uznał, że ma do spełnienia misję wyprowadzenia mamy ze stanu porannej frustracji. Będzie mu ciężko. Wciągnęłam na siebie rozepchane dresy z cieniem wczorajszych potraw na kolanach, miotając nienawistne spojrzenie w stronę okna.  Jest niedziela, piękny ranek, a ja nie mogę powiedzieć „budzikom śmierć”. Nieopłacalne stało się założenie niewygodnych, ale ładnych …

Dzień Babci i Dziadka. Nie dla wszystkich radosny…

 
Kiedyś ten dzień był dla mnie czymś więcej, niż treścią zerwanej ze ściennego kalendarza kartki.
Odkąd jestem matką, czuję się winna, że ograbiłam dzieci z szeleszczenia tymi pięknymi chwilami.
Byłam późnym dzieckiem. Kiedy rodzice chodzili na wywiadówki wstydziłam się, gdy  dzieci pytały, dlaczego przyszedł dziadek. Nie wyprowadzałam ich z błędu, że to mój ojciec. Niedługo będę sama chodzić na wywiadówki. Dobrze, że dziś można przebierać w bogatej ofercie kremów przeciwzmarszczkowych, to może uda się pod  grubą warstwą makijażu ukryć choć jeden fałd metryki i jeszcze nie usłyszę za plecami wykrzykników pytań.
Wieku nie ukryję przed moimi dziećmi. Kiedy szarpią za rękaw zachęcając …

Nie przytulaj mnie tak mocno…

Stanął na środku pomieszczenia zwanego potocznie kuchnią. Stał i patrzył. Nie tak normalnie, tylko szyderczo. Kpiarsko, zaczepnie, Świadomy, że „wlepiam w niego gały”.
Zapatrzona w wielkie, niebieskie ślepia –  jakby to napisał pisarz z ubiegłego stulecia – „zezujące zza firan rzęs” , nie wytrzymałam i zagarnęłam to chuderlawe ciałko w swoje ramiona, tuląc mocno do siebie. Po chwili usłyszałam:
- Ale mamo, nie psytulaj mnie tak mocno, bo bzusek się ugniecie, zrobi się głodny i będę musiał w nocy jeść – argumentował wyraźnie przejęty swoją logiką.
Na chwilę zwolniłam matczyny uścisk, który wcale nie wydawał mi się mocny. Po prostu silniejszy niż zazwyczaj, …

Myszka po drugiej stronie lustra

Do napisania, tym razem zmyślonego, scenariusza „odwróconej historii” o słomkowym napoju opowiadanej z perspektywy mężczyzny zainspirowali mnie mężczyźni: ci, którzy tak fantastycznie skomentowali mój ostatni wpis o obdzieranej myszce oraz jeden z ostatnio dodanych do znajomych, któremu napisałam, że powinno się go klonować, aby z jego DNA robić szczepionki i aplikować innym mężczyznom…
Dziś w nocy naszła mnie refleksja, że właściwie to jestem niesprawiedliwa, bo przedstawiam tylko punkt widzenia kobiety. A przecież współcześni mężczyźni nie są winni temu, że kiedyś płonęłyśmy na stosie… Czemu widzę tylko orła, a nie dostrzegam reszki? No czemuż ja ich tak atakuję za przeszłość, w której …

Obedrzeć myszkę ze skóry

Właśnie szykowałam sobie herbatę, a jest to jedna z nielicznych celebrowanych przeze mnie chwil od czasu narodzin K. (rozkoszuję się każdym łykiem, zgodnie z zasadą: jeden długi łyk – cztery sekundy wolności i usprawiedliwionej bezczynności).
W każdy polski łikend (jeśli tylko spędzam go z facetem, świecącym palcem obutym w taki sam szlachetny metal jak ja) około dziesiątej parzę sobie jedną z zielonych herbat, z myślą, zamiarem i szczyptą desperacji, aby na kilkanaście minut popaść w przymusowy relaks błogiego nicnierobienia (zwykle na zamiarze się kończy). Stałam się więc poniekąd łikendowym ten o’klokiem. O czym to ja…
Już wiem. Więc szykowałam sobie dziś herbatę, …

No to jest nas czworo…

 „No to jest nas czworo, licząc do opłat za wywóz śmieci” – taki komentarz umieściłam pod opublikowanych na „fuckbooku” (jak określa tę społeczność pewien facet – właściciel żółtej blaszki, założonej przeze mnie na niewłaściwy palec ponad dwadzieścia lat temu w pewnym katolickim przybytku) zdjęciach, w których tylko na jednym jesteśmy sami (nie licząc błękitu nieba i romantycznych cumulusów).
Staliśmy się posiadaczami uroczej parki – niebieskookich złodziei czasu i energii. Nie wiedzieć czemu, ale właśnie przypominał mi się fragment filmu „Usta usta”, kiedy jeden z głównych bohaterów zwierza się drugiemu głównemu bohaterowi, że wcielająca się w jego żonę Sonia Bohosiewicz już go nie …

Niestety, jestem teraz zajęty, mamo…

Dzisiejszej nocy zrozumiałam, że w macierzyństwie brakowało mi dialogu…
Może właśnie dlatego nie dawało takiej dawki satysfakcji, jakiej oczekiwałam, a która bazowała na nadziei wzajemnego komunikowania się. Moja gęba lubi wylewać przypływem słowotoku, będącym źródłem permanentnej frustracji niektórych znajomych, ale który lubię. Stan ten postrzegam jako rodzaj satysfakcjonującego monodialogu, nabierającego barw  tęczy w obecności słuchacza (zwłaszcza przejawiającego cechy słuchania  aktywnego, czyli  z nawiązaniem kontakt wzrokowego, kiwaniem potakująco głową z jednoczesnymi  stosowaniem  przerywników w rodzaju: „oczywiście”, „niemożliwe!”, „co było dalej?” itp., upewniających mnie, że jestem słuchana i rozumiana).
Przepowiednia starej lekarki-wróżki (sarkastycznie nazwanej przez koleżankę poinformowaną, że według niej mały zacznie wcześnie mówić) …

Zniewalające macierzyństwo

Odkąd K. przyszedł na świat zauważyłam, że w niektórych sferach emocjonalnych straciłam na swojej jędzowatości, a w niektórych wręcz zjędzowaciałam do granic niezmierzalnych. Co się dzieje? Może cofnięcie się pamięcią aż do narodzin synka coś da…

 
Od początku synek był niepokorny. Najpierw ułożył się książkowo, by w następnej chwili pokazać pewną częścią ciała gdzie ma cały ten galimatias, jakim jest świat zewnętrzny.
Do południa sypiał, potem wiercił się niecierpliwie do wieczora, by tuż po dwudziestej dokonać codziennego rytuału próby wyjścia głową przez pępek.
Pchał się na ten świat i pchał. Aż w końcu został do niego zaproszony.
I zaczęło się.
Każda próba przymknięcia powiek kończyła …


  • RSS