Macierzyństwo jak pudełko wierszy

Forrest Gump powiedział: "Życie jest jak pudełko czekoladek". Parafrazując wypowiedź głównego bohatera twierdzę, że macierzyństwo jest jak pudełko wierszy. Nigdy nie wiesz, czy dziś przeczytasz wolny, stroficzny, biały, czy sylabiczny utwór. I czy po jego lekturze będziesz rozmarzona, wściekła, spokojna, czy rozkojarzona? Dzieci potrafią zainspirować i wzruszyć równie mocno, jak lektura literatury pięknej. Mali złodzieje czasu są moim natchnieniem każdego dnia. Choć początkowo trudno było zrozumieć tę cudowną prawdę.

rozkochana w zawiło(miło)ści

nie kocham kichać i kicham na kocham   miłość to gruby sweter który chciałabym spruć latem żeby zimą udziargać nowy wzór

drzwi do nieba

Wiersz, czy co tam mi wyszło, dedykuję siostrze Elżbiecie, bo gdyby nie jej wytrwałość w  namawianiu mnie do opisania tego, co poczułam wiosną, ten szkic nigdy by nie powstał,  a wszelkie refleksje dotyczące utworu poupychałyby się gdzieś w zakamarkach umysłu, przygniecione codziennymi ważnymi sprawami dotyczącymi przeważnie opłacenia rachunków i zrobienia zakupów coraz mocniej i głębiej wbijasz w ziemię paznokcie jakbyś wiedziała że niedługo ktoś obetnie ci palce   wyginasz się ulegle w stronę wiatru który przeczesuje ci włosy gubiąc nikomu niepotrzebne jabłka pogrążasz się w jesieni   jeszcze nie tak dawno wplecionymi w zielone warkocze bladoróżowymi płatkami wabiłaś ludzi i pszczoły   wycięty fragment ogrodzenia zmienił się w okno na świat ludzi teraz mogłaś cieszyć się ...

refleksy na hologramie (dla Taty)

Znalazłam wczoraj wieczorem na toaletce wiersz, który napisałam w kolejnym roku nieobecności Człowieka, po którym odziedziczyłam gadulstwo. A że słońca dziś na niebie nie uświadczysz, podobnie jak słonecznych refleksów w moim aktualnym nastroju, postanowiłam powbijać sobie kilka nowych gwoździ. Stare powrastały jak korzenie drzewa, którego bezpiecznie nie da się przesadzić. refleksy na hologramie (dla Taty) wbijasz kilka gwoździ w moje źrenice wykorzystując wzrok zamiast młotka w podziękowaniu odpłacam tym samym   ukrzyżowani spojrzeniami rozmyślamy o Golgotach które wybudowaliśmy na cześć wspólnego życia   ucięto ci kawałek plastikowego ucha teraz nie słyszysz mojego szeptu a przecież na dowodzie osobistym błyszczy hologram: termin ważności nieokreślony ____________________________ * po dzisiejszej rozmowie z siostrą zdecydowałam, że winna jestem Czytelnikom wyjaśnienia dotyczące sformułowania „w kolejnym roku nieobecności ...

dwa wiersze mojej siostry – Elżbiety Rębosz

  Te piękne drzewa podziwiałam codziennie. Kiedy jechałam zaspana do pracy,  ich widok budził mnie niczym poranna kawa,  a wyciszał i uspokajał podczas powrotnej drogi do do domu . Od dwóch tygodni mogę je oglądać wyłącznie na fotografiach, które wykonała i udostępniła moja najbliższa rodzina. Kochani! Dziś chciałam podzielić się z Wami wierszami mojej siostry. Na pierwszych dwóch zdjęciach stanowiących integralną całość pierwszego utworu Eli, możecie podziwiać kłaniające się wierzby, których tło stanowią skrajnie odmienne pory roku. Na kolejnej fotografii pozostały już tylko pniaki po ściętych drzewach, których widok przywodzi na myśl sterczące z pustych mogił krzyże. Ostatnie zdjęcie prezentuje usypane ze zmielonej kory drewniane urny. Przyszło nowe ...

uziemienie

wiele się wydarzyło pod moją nieobecność w naszym wspólnym życiu bywałam tu i tam można mnie było zastać przeważnie w piekle na etacie anioła stróża pilnowałam ognia podgrzewającego skraplającą się na suficie dna przeszłość   wiele mogło się wydarzyć pod tę moją cholerną mentalną nieobecność wbrew i przeciwko sobie a przeciw nam wszystkim ramiona by tak nie piekły od płonących teraz skrzydeł a ziemia nie wyglądałaby jak hologram piekła pod którym błękitny krajobraz kusi jak dym ulatujący z komina naszego domu

„Frankobajanie”

Za górami, za lasami wegetowała przeciętna zadłużona rodzina. W zacisznym dołku finansowym nie było słychać wiadomości o franku – już dawno odłączyli im prąd, więc telewizor został tylko na fotografiach, które wieczorami oglądali zamiast reklam. Dzień za dniem pozbywali się zapasów tkanki tłuszczowej prezerwatyw z „Biedronki” oraz ziemniaków i cebuli z ziemianki. Kurczyli się fizycznie i umysłowo. Kurs franka rósł, czas zapieprzał, a do emerytury coraz dalej i dalej. W trudnych chwilach cieszyła myśl, że chociaż dzieci wyjadą do Anglii, to nie zabiorą emerytur. O to, że nie będzie miał kto podać szklanki wódy już się nie martwią, bo na staropolskie rodzime trunki ich nie stać, a zagraniczne od ...

przewidywalność teraźniejszości

prawie dławisz się pokruszonym jajkiem utopionym w wodzie z cukrem drżysz nawet na piecu nie jest tak ciepło jak pod skrzydłami matki uśmiechnę się gdy przyniesiesz mi błyszczący kapsel jesienią ale najpierw wypij dwie krople żebym mogła zasnąć i nie kładź się na boku to jest pozycja do umierania takiej nie przyjmują młode zdrowe sroczki wiem bo od lat przylatują do mnie różne ptaki szelest brzóz już nie uspokaja odkąd mam własny cmentarz   za godzinę poproszę żebyś mi tego nie robiła głupio tak umrzeć kiedy lotki po deszczu pachną wiosną

Tytuł jest ostatnią linijką opowiadania

Od wczoraj przyjęłam tyle wody, ile przeleciało między zębami podczas mycia. Czekoladowy baton zjedzony w nocy nie dostarcza już energii. Obcasy prawie zdarte, szczękę zaciska  mróz. Rękawiczki na dnie torby. W kolejnym zamkniętym sklepie nie ma bananów nawet na wystawie. Obok jest apteka. Mogłabym wejść, kupić syrop i wypić go duszkiem. Antywłamaniowa kurtyna odstrasza potencjalnych włamywaczy, takich jak ja. Mijam kolejne zamknięte drzwi. „Bar Janicka” zaprasza wszystkich, oprócz mnie. Ci „wszyscy”  zapełnią drewniane krzesła wieczorem. Będą pić wodę w wielu kolorach, aż skończą im się pieniądze. Chcę tylko wypić litr mineralnej albo jedną cholerną gorącą herbatę. W niedzielę o siódmej rano w stolicy ...

  • RSS